czwartek, 5 marca 2015

Nie lubię feministek i wegetarian.

Nie lubię też prawicowców, korwinistów, lewicowców, ekologów, ekomatek, ekoludków. Nie lubię przeciwników szczepień i zwolenniczek karmienia piersią, nie lubię noszących swoje dzieci w chustach - w tym przypadku siebie ;)

Nie oznacza to jednak, że nie zgadzam się z poglądami części z nich. Nie lubię ludzi skrajnych, zacietrzewionych w swoich poglądach.

Zostałam wychowana w rodzinie, w której tata, głęboko uprzedzony do komuny, wciąż rozprawiał o polityce. Gdy byłam dzieckiem zupełnie mi to nie przeszkadzało. Ba! Skoro tak uważał mój duży, dorosły i mądry tata, to tak musiało być. Realizmu dodawały opowieści, jak to akademik został spałowany przez ZOMO. Mając kilka lat znałam na pamięć historię chowającego się pod łóżkiem kolegi, któremu zmieściła się tam tylko głowa i klatka piersiowa i któremu odbili nerki, a przed oczami miałam obraz żołnierzy strzelających do tłumu protestujących. Wiedziałam, że mama uciekała przed ZOMO będąc ze mną w ciąży, gdy jej jedynym przewinieniem było mieszkanie w akademiku. (Tak, to dlatego nie jestem do końca normalna, nikt nie byłby normalny spędzając pierwszy rok życia na miasteczku studenckim AGH). Z takim wychowaniem powinnam być wojującą zwolenniczką prawicy, ale...

Jednocześnie byłam wychowana w domu, w którym ten sam tata, dzielił obowiązki domowe z mamą. Widok taty w kuchni, z odkurzaczem, robiącego pranie czy prasującego był dla mnie zupełnie naturalny. I to nie na prośbę mamy. Tata doskonale zauważał co trzeba zrobić w domu i to robił. Mama również. Nigdy nie widziałam, aby pokłócili się o to, kto dziś sprząta czy gotuje. Tak samo wyglądały relacje między małżonkami w pozostałej części mojej rodziny. Często powtarzanym u nas żartem była opowieść, jak to teściowa jednej z moich cioć, widząc swojego syna robiącego żonie herbatę, w oburzeniu powiedziała: "w naszej rodzinie mężczyźni nie wchodzą do kuchni!", co ciocia ucięła jednym zdaniem: "a w mojej wchodzą". Od dziecka słyszałam o tym, że kobieta powinna być przede wszystkim niezależna, a mężczyzna to jej partner, a nie pan i władca. Sama tak uważam. Bardzo mi jest źle z tego powodu, że swojego życia nie pokierowałam zgodnie z moimi przekonaniami. I co? powinnam być wojującą feministką? Jednak wojująca feministka łączy się w oczywisty sposób z lewą stroną sceny. Nie mówiąc o działaczkach Femenu, które wydają mi się zwyczajnie śmieszne. Mam wrażenie, że robią feminizmowi na złość.

Był czas, kiedy zastanawiałam się nad przejściem na dietę wegetariańską. Niestety nie znałam wtedy wielu wegetarian, więc gdy tylko los stawiał jakiegoś na mojej drodze, natychmiast zadawałam mu pytania. Dlaczego taki rodzaj diety wybrał, jak się z tym czuje, czy nie brakuje mu mięsa, itp. I wiecie co? Każdy z nich traktował to jak atak! Odpowiedzi były chamskie i nieprzyjemne. Na pytanie "dlaczego nie jesz mięsa?" u przeciętnego wegetarianina pojawia się nerwowy tik w oku, po czym zabijając spojrzeniem delikwent syczy przez zęby: "a dlaczego Ty jesz mięso?". Przy czym odpowiadanie na to pytanie powinniśmy sobie darować. Wegetarianin zadaje je tylko po to, aby nas zgnoić i pokazać nam, jakimi jesteśmy potworami. Drodzy weganie/wegetarianie itd. - czy Wy macie jakieś szkolenia ze złośliwości? W każdym razie takie reakcje postawiły mnie w przekonaniu, że ta grupa nie jest chyba do końca pewna właściwości swoich racji.

Kolejna sytuacja - nosiłam Córkę w chuście. Przy okazji miałam z tymi chustami więcej wspólnego niż przeciętna matka. Poznałam wiele fajnych kobiet, byłam zarejestrowana na forum. Wiedziałam, czułam, że jest to coś dobrego dla mojego dziecka, co potwierdzały opinie lekarzy, fizjologów, psychologów, itd. Tak bardzo chciałam się tą wiedzą podzielić z innymi matkami, że niewiele brakowało, a zaczepiałabym ludzi na ulicy, żeby zwrócić im uwagę, że nosidełko, którego używają, jest szkodliwe dla ich dziecka. Sama siebie się przestraszyłam.

Od ekolożek odstraszyło mnie pewne wydarzenie. Jedna z dziewczyn szyła podpaski wielorazowe i wysłała taką podpaskę na testy do potencjalnie zainteresowanej. Potencjalnie zainteresowana po wypróbowaniu podpaskę prała i wysyłała kolejnej zainteresowanej. Ja wiem, że nic co ludzkie nie jest nam obce, że bakterie nas wszędzie otaczają, a sterylność nic dobrego nie przynosi, że krew to część człowieka, ale do jasnej cholery, gdy wyobraziłam sobie, że miałabym skorzystać z tej podpaski, używanej przez tyle kobiet przede mną i do tego wypranej tylko i wyłącznie w piorących orzechach, bez użycia detergentu, pojawił się u mnie odruch wymiotny. Wyrażenie głośno moich wątpliwości spowodowało, że zostałam zakrzyczana. Więc cóż... Dziękuję bardzo, ja postoję.

Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie o skrajnych poglądach nie potrafią o nich dyskutować spokojnie, używając merytorycznych argumentów. Ludzie Ci są w większości przekonani, że ktoś, kto myśli inaczej jest skończonym idiotą, debilem i troglodytą. A ponieważ tak myślą o innych, wydaje im się, że inni myślą w ten sam sposób o nich. Dlatego, mimo iż podzielam wiele poglądów różnych grup, nigdy nie uznaję ich za jedyne właściwe i staram się nie sprowadzać ich do poziomu religii. A dyskusji unikam, co nie znaczy, że nie potrafię zrozumieć racji innych ;) Uprzejmy uśmiech i pokiwanie głową są bardzo dobrą metodą na spokój.

A to autentyczna rozmowa ;)




20 komentarzy:

  1. Haha, świetny tekst i święta racja:) Ja mam w niektórych kwestiach też bardzo radykalne poglądy, ale nikomu ich nie narzucam, nawet się z nimi specjalnie nie obnoszę. Mam swój świat, a niech każdy ma swój, nie mój cyrk. Ale skrajne feministki mnie wpieniają na maksa, tak samo skrajni ekolodzy i wegetarianie. Bo ci ludzie nie dają innym żyć. Np. wegetarianie (mam kilku wśród znajomych na fb) zadręczają innych fotkami zarzynanych zwierząt, itd. Czy ja im podrzucam zdjęcia dręczonych warzyw?;) Lata mi co jedzą, czemu oni mi nie pozwalają jeść tego, co ja chcę? A strona założona przez ekologów pod tytułem "Nie jeżdżę na Podhale, dopóki w Morskim Oku giną konie" mi kiedyś konkretnie podniosła ciśnienie. Że niby ja te konie osobiście męczę, skoro na Podhalu mieszkam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podhale jest piękne, a w Tatry jeżdżę co roku. Jestem przeciwnikiem nie tyle końskich wozów do Moka co leniwych turystów i popieram akcje ekologów o czym wielokrotnie pisałem. Jednocześnie mam liberalno - konserwatywne poglądy dot. wolnego rynku. A żeby było śmieszniej nie chodzę do kościoła bo boję się trochę tego ich piekła. Strasznie w życiu nagrzeszyłem, mam dziecko a nie mam ślubu i żyję na osiem kocich łap ( tzn mam dwa koty). A wczoraj postawiłem w domu ściankę działową z karton/gipsu i jeszcze po sobie posprzątałem, a potem wszedłem do kuchni i zmyłem naczynia w zlewie. Straszne! Do tego córka jest wegetarianką ale nie chce jej się gotować, bo jest zbyt zajęta wrzucaniem na fejsa filmików o dręczonych zwierzętach. Idę szlifować gładź a potem do sklepu po kotlety sojowe. pozdr

      Usuń
    2. Powiedz mi jeszcze ile masz wzrostu i nie używaj więcej słowa "lewak" ;) Może uwierzę w normalnych mężczyzn :D
      Kaśka, wiesz, że nie odbierałam tej akcji w TEN sposób. Popierałam nawet. Szkoda mi koni, bardzo.
      A tak poza tym - zazdroszczę Wam tych gór. Marzą mi się takie nastoletnie wakacje z plecakiem i gitarą. Tylko, cholera, do czterdziestki mi bliżej, niż do lat nastoletnich :D Nie wiem czy moja kondycja by to zniosła. A poza tym, NIGDY nie miałam okazji do chodzenia po górach i bałabym się :/

      Usuń
    3. Mnie chodzi o samą nazwę. Jasne, że nie popieram dręczenia koni, choć przyznaję, że średnio mnie cała sprawa rusza. Ale wymyślenie nazwy, że nie jeździ się na Podhale ze względu na męczenie koni w MO, jest moim zdaniem od czapy, delikatnie mówiąc. Założyciele mieli dobre intencje zapewne, ale z nazwą im nie wyszło. Ja to odbieram, że my wszyscy tu na Podhalu przyczyniamy się do tego... Tak, jakby całe Podhale było odpowiedzialne. Tak samo, jakby ktoś wymyślił "Nie jeżdżę do Polski, bo tam biją murzynów"...
      Pomijając już fakt, że gdyby turyści nie korzystali z konnych wozów na tej trasie, to problemu by nie było. Podaż kształtuje popyt. Więc moim zdaniem to oni są w dużej mierze odpowiedzialni za to.

      Usuń
    4. rozumiem, rozumiem :D Ale nie wpadłabym na pomysł takiego odbioru sprawy. A teraz to nawet sama myślę, że tytuł akcji jest wielce niefortunny ;)

      Usuń
    5. Wiesz, ja patrzę na to inaczej, bo tu mieszkam. Gdyby nie to, to pewnie by mi nazwa latała;)

      Usuń
  2. podpisuję się ręcyma oboma ;)
    świetny tekst :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja czasami mam wrażenie że nigdzie nie pasuje...nie jest mi z tym bynajmniej źle...ale ja tak mam że w dyskusjach zawsze stoję w rozkroku...bo staram się zrozumieć każdą stronę...
    Ostatnio stoję przed przychodnią w towarzystwie innych "pacjentów". Jest 7.20. Przychodnia czynna od 7.30 no i słyszę teksty, że pielęgniarki już są, że mogłyby otworzyć, wpuścić "marznących" pacjentów...i choć mnie też było zimno, to pomyślałam, że z jakiej racji? przecież skoro zaczynają od 7.30 to ich święte prawo otworzyć o tej godzinie...przecież wiadomo, że gdyby otworzyły wcześniej każdy im by tyłek zawracał..a tak..piją sobie kawę..no i co z tego. mają do niej święte prawo...ważne, aby nie otworzyły o 7.31 , hehe
    I mimo mojej wrodzonej skrajności, ja jednak balansuje.. pośrodku :PP
    także piąteczka Aniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jezzzuuuu, to jest straszne. Poważnie zaczynam się bać. Mam często wrażenie, że wlazłaś w mój mózg i piszesz dokładnie to, co sama myślę. Kurde, może to kwestia podobnych życiowych doświadczeń.

      Usuń
  4. Też nie lubię skrajności...

    OdpowiedzUsuń
  5. UWAGA! Fotki zarżniętych zwierząt : http://www.lidl.pl/pl/oferta.htm?action=showDetail&id=30630

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha! doskonałe :D
      Jednak jak na anonimowego wege, wyjątkowo mało krwiste ;)

      Usuń
  6. bardzo dobry tekst!:) sama wprawdzie byłam mamą chustującą, mięsa nie jadam i jestem zwolenniczką karmienia piersią, ale..... wkurzają mnie ludzie którzy próbują narzucić innym swoje zdanie - jedyne i słuszne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem chustoświrem, postulaty feminizmu są mi bliskie, długie karmienie piersią uważam za naturalne, ale staram się nie nawracać innych na jedyną i słuszną drogę ;)

      Usuń
    2. No własnie!:P Pozdrawiam

      Usuń
  7. A ja nie do końca się zgadzam. Przyznam, że również spotkałam w życiu takich ludzi - wege, eko dziwaków itp. ale uważam, że wpis zbytnio generalizuje. Wydaje mi się, że po prostu chodzi o konkretną grupę "oszołomów" - żeby nikogo nie obrazić - pozytywnych oszołomów, zakochanych w swoich poglądach. My z Mężem jesteśmy ortodoksyjnymi katolikami, zdecydowanymi prawicowcami, wyznajemy wolny rynek i karę śmierci, jesteśmy fanami zdrowego żywienia i aktywnego życia, ale utrzymujemy kontakt z różnymi ludźmi i nigdy nie było spięć, a o swoich poglądach zawsze rozmawiamy spokojnie, chyba, że ktoś zaczyna od "wasza religia jest idiotyczna" to wtedy nie zniżamy się do poziomu i nie podejmujemy "dialogu". Natomiast dla ciekawości - mój Mąż w chwilach wolnych od pracy zajmuje się dziećmi i domem w dziedzinach, w których ja nie daję rady, bo to jest zachowanie rozsądnego człowieka, który wie jak ulżyć osobie, którą kocha. Zdaje mi się, że rozbijamy się też o definicje np. co to znaczy mieć "prawicowe poglądy" albo "być ortodoksyjnym katolikiem"? Wielu ludzi za takich uważamy, lub tak się przedstawiają, a wcale nie są nimi. Dużo w tekście ogólników, stereotypów i "popkultury", ale fajne ujęcie zagadnienia dialogu międzyludzkiego. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak. Tekst ma bardziej charakter felietonu niż rozprawy akademickiej, więc może można mu wybaczyć jednostronność i generalizowanie, ponieważ prawdopodobnie z założenia ma inicjować dyskusję i wzbudzać chęć polemiki :) Takie cechy gatunkowe - można rzec.
      Ale ja nie o tym tak naprawdę. Chciałabym Cię zapytać o coś innego. Na jakiej płaszczyźnie, w jakim punkcie łączycie z Mężem "wyznawanie" (jak sama piszesz) kary śmierci z wyznawaniem religii katolickiej, w dodatku ortodoksyjnie? My z mężem również jesteśmy katolikami, ale w moim (ortodoksyjnie katolickim) pojęciu żadne argumenty próbujące uzasadniać karę śmierci ostatecznie nie wytrzymują konfrontacji z piątym przykazaniem, którego nie obwarowano ani jednym dodatkowymi warunkami (np. nie zabijaj, chyba że tego, kto zabija - owszem, Kościół twierdzi, że nie ma winy moralnej w przypadku uśmiercenia kogoś w obronie własnej, jeśli inne środki nie są dostępne, ale kara śmierci to nie obrona własna w chwili bezpośredniego zagrożenia). Tak pytam, z ciekawości, chętnie poznam Twoje zdanie :) Pozdrawiam.

      Usuń
  8. W końcu coś ciekawego w tym internecie. ;))

    OdpowiedzUsuń