czwartek, 3 listopada 2016

Aborcja

Gdy rok temu rozmawiałam z Robertem na temat aborcji, byłam zwolenniczką liberalizacji przepisów. Byłam przekonana, że usunięcie ciąży, jest tak straszną decyzją dla kobiety, że żadna z nas nie zdecydowałaby się na ten krok, gdyby nie jakieś ogromne nieszczęście. Mówiłam to jako matka dwojga dzieci. Całkiem niedawno zobaczyłam na ekranie urządzenia do usg 3d moje trzecie dziecko. Machało rękami, nogami, podskakiwało, reagowało na mocniejsze ruchy głowicy ultrasonografu.
Moje wzruszenie było ogromne, Robert zareagował podobnie. Był to dokładnie jedenasty tydzień ciąży - czyli okres, kiedy ciążę w większości państw można całkiem legalnie przerwać. Lekarz zakończył badanie stwierdzeniem:
- No i co mam państwu jeszcze powiedzieć? Wszystko w porządku, zrobiliście państwo całkiem ładne dziecko.
- Ufff, to dobrze - odpowiedziałam - bo straszliwie denerwowałam się, że coś będzie nie tak.
- Coś by to zmieniło? - zapytał Robert, a ja nie musiałam się nawet zastanawiać nad odpowiedzią, bo wiedziałam, że co by się nie wydarzyło, mamy siebie, swoją miłość, płynącą z niej siłę i wzajemne wsparcie. I to samo dostanie od nas nasze dziecko. W poprzednich ciążach czułam dokładnie to samo wzruszenie i świadomość miłości do dziecka, mimo iż wsparcia od męża nie miałam żadnego - raczej strach, czy dzisiaj znów nie wypije ośmiu piw lub nadzieję, że skończy się na jednym.

Kilka dni później odbył się czarny protest. Moje dziecko było w mediach nazywane zlepkiem komórek. Wszystko się we mnie burzyło na to określenie. Nie potrafię w ten sposób podejść do istoty, która we mnie rośnie i dojrzewa do przyjścia na świat. Czarny protest uświadomił mi, że jestem jedną z niewielu kobiet, które tak właśnie odbierają ciążę. Czarny protest uświadomił mi, że więcej poparcia mam dla obrońców życia, mimo ich często absurdalnych haseł. I w końcu czarny protest uświadomił mi, że przerwanie ciąży, to dla wielu zabieg bardziej bagatelny, niż usunięcie spróchniałego zęba. Usunięciem zęba się nie chwalimy, bo wstyd nam, że doprowadziliśmy go do takiego stanu, aborcją zaczynamy chwalić się w mediach.

Nie potrafiłabym wypowiedzieć się w imieniu matki, która musi podjąć decyzję o aborcji w sytuacji zagrożenia życia lub sytuacji, gdy dziecko jest śmiertelnie chore. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić ogromu bólu takiej kobiety. Okazuje się, że znowu jestem wyjątkiem. Mówienie o tym, wskazywanie, co należy w takiej sytuacji zrobić,  jest  dla wielu jak rozmowa o pogodzie. Paradoksalnie część z nich nie zje jajecznicy, bo przecież jajko to potencjalny kurczak.

Brzydzi mnie taki świat. A kobietom biorącym udział w czarnym proteście, popierającym panią Przybysz - dziękuję. To był potężny cios w łeb, który nauczył mnie czegoś nowego o świecie. Mam tylko prośbę - gdy będziecie maszerować ze swoimi wulgarnymi hasłami, nie mówcie, że robicie to w imieniu dobra wszystkich kobiet. W moim nie. Ale może to dlatego, że mieszkam w wynajmowanym domu i nie mam własnych nawet sześćdziesięciu metrów mieszkania?

PS. nie głosowałam na PIS,  nie jestem po zawodówce, nie mieszkam z dala od dostępu do informacji i kultury, czytam książki i chadzam do teatru. Nie chodzę do kościoła, ale podziwiam ludzi wierzących i nie neguję znaczenia religii katolickiej dla historii naszego Państwa. Amen.

16 komentarzy:

  1. Sorry, ale nie zrozumiałaś.
    Nie uważam i nie uważałam moich dzieci na żadnym etapie ich rozwoju za zlepek komórek, nawet długo przez 11-12 tygodniem, kiedy na USG widać coś więcej niż pikającą plamę. Co nie zmienia tego, że uważam, że to decyzja kobiety, czy ciążę donosi, czy też nie. To nie jest podział na "zlepek" vs. "dziecko", który miałby się równać "za prawem do decyzji" vs. "bez tego prawa".

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że chciałabym móc podjąć decyzję. Żaden projekt ustawy tego nie zabronił. Tak - przeczytałam je dokładnie.

      Usuń
  3. Aha. Możesz nie popierać prawa do aborcji. Możesz jej sobie po prostu nie robić. Ale jakbyś miała pecha i życie Twojego dziecka na etapie, kiedy ma 2cm, byłoby ważniejsze od Twojego - i nie miałabyś niczego do gadania, może jednak chciałabyś mieć coś do powiedzenia w temacie życia swojego, swojej rodziny, swoich narodzonych już dzieci. Może być wolała mieć wybór, zamiast wiedzieć, że Twoje chęci do dalszego życia, do dalszego wychowywania swoich dzieci, do nie czynienia wdowcem Twojego męża, nie znaczą NIC, bo ktoś tam uznał, że kobiety nie są zdolne do jakiejkolwiek głębszej refleksji, więc najlepiej im nie pozwolić myśleć i decydować o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mądrą to i miło poczytać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa... mam na myśli autorkę bloga, bo tak się jakoś wyświetla, że ktoś mógłby pomyśleć, że komentatorkę.

      Usuń
  5. Brawo za ten tekst, wiesz, że Cię uwielbiam, prawda? :) Nie będę się już rozpisywać, co i dlaczego myślę, bo męczy mnie ta cała internetowa burza i wojna dwóch stron. Dla mnie życie jest wartością nadrzędną i niekwestionowalną, a państwo wg mnie nigdy nie powinno w majestacie prawa dopuszczać celowego pozbawienia życia kogokolwiek. Tyle w temacie, tylko, że pewnie nie jestem wiarygodna bo mieszkam na prowincji i chodzę do kościoła ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego więc uważasz życie dziecka w łonie matki za bardziej wartościowe niż życie tej matki?

      Usuń
  6. Aniu...jakie zmiany !!!...szczerze gratuluje... cieszę się ogromnie że znalazłaś miłość i wsparcie...
    czadowo !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja natomiast jestem za utrzymaniem obowiązującego (póki co) kompromisu, ale wystąpieniem p. Przybysz jestem zdegustowana, zniesmaczona, oburzona i co tam jeszcze można w takim klimacie dopisać... Nie o taki wybór walczą kobiety. Wiedziałam od samego początku, że wbrew temu, co deklarowała p. Przybysz Jej wypowiedź nikomu nie pomoże.

    A Wam życzę wszystkiego dobrego i szczęśliwego rozwiązania. Mieć takie poczucie, że macie siebie, siłę Waszej miłości, że bez względu na wszystko- poradzicie sobie, to niesamowity komfort psychiczny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ok, ty byś nie usunęła, ja pewnie też nie no i fajnie. Ale dlaczego chcesz zabierać prawo do decyzji innym kobietom? Kiedy byłam w ciąży leżałam dość długo na ocp. Tam poznałam historię różnych dziewczyn. Np takiej w ciąży z piątym. Prosta dziewczyna ze wsi. Ciąża zagraża jej życiu, bo po poprzednich coś tam poszło nie tak i ona już nie powinna zachodzić. Ona nie zdecydowała się usunąć. Stwierdziła, że oddaje się w ręce biga i jeśli ma umrzeć przy porodzie to umrze, a jak nie to nie. Chociaż mąż chce ją zajebać za kolejną gębę do karmienia. No i też fajnie. Ale może inna w jej sytuacji postąpiłaby inaczej? Może by wolała usunąć i jakim prawem ktoś ma decydować za nią?

    Inna historia: Dziewczyna 17 lat już z bogatym bagażem doświadczeń życiowych, jeśli można tak to określić... Dziecka nie chciała, chciała usunąć. Nikt się tego nie podjął. Uznała, że i tak ma w dupie to dziecko, więc piła, paliła, ćpała... I tak uznała, że "odda bachora" zaraz po porodzie, więc może być niedorozwojem. No i co? Też fajnie? Po co to dziecko ma się rodzić? Adoptujesz je? Droga wolna - mnóstwo takich dzieci czeka na adopcję, tylko cholera nikt jakoś się nie kwapi...

    Oczywiście są jeszcze sytuacje, w których np dziecko ma się urodzić z wiszącymi gałkami oczy mi i mózgiem na wierzchu (słynne dziecko "uratowane" przez profesora Chazana), ale o takich skrajnych przypadkach dużo już było, nie będę powtarzać.
    No i są też przypadki "nie chcę dziecka, bo mam za małe mieszkanie i jeszcze wykupioną wycieczkę do Tunezji i nie chcę na niej być w ciąży". Też mnie coś skręca jak słyszę takie opowieści, ale z drugiej strony kim ja do cholery jestem, żeby decydować za innych? Zresztą zły człowiek zawsze zostanie złym człowiekiem, nawet jeśli mu zabronisz dokonywania różnych czynów. A dobry i tak będzie dobry i po prostu nie skorzysta z tej możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest jeszcze jedna rzecz, którą pominęłaś: skutkiem ubocznym projektu, który powstał mogło być to, że kobieta w ciąży (nawet z tą chcianą) zostałaby pozbawiona wszelkiej opieki w razie problemów z własnym zdrowiem. Nie dostałaby żadnych leków, bo lekarz bałby się ryzykować jakiegokolwiek uszkodzenia dziecka.
    Nie mówiąc już, że kobieta po poronieniu z góry byłaby traktowana jako podejrzana i dopiero musiałaby się tłumaczyć, że nie zrobiła tego specjalnie. A po dwóch ciążach doskonale wiesz, że zawsze da się coś zarzucić. Bo zjadłaś nie to, co trzeba, bo za mało/za dużo się ruszałaś, bo wypiłaś łyk alkoholu albo się przemęczyłaś.
    Dlatego protestowałam. Mimo, że jestem bardzo przeciw aborcji na życzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypowiedź świadczy o tym, że nie :/

      Usuń
  10. a ja nie mogę znieść obłudy. Zruzumcie, że aborcje były, sa i będą. Czy się komus to podoba czy nie. Jedynym sposobem by zmiejszyc ich liczbę jest edukacja dziewczynek i chłopców i antykoncepcja. Tymczasem jest z tym jak jest, a będzie jeszcze gorzej. Zaostrzenie ustawy uderza jak zwykle w najsłabszych i najubozszych. Fajnie, że masz zdrowe dziecko w udanym związku, ale wystrczy oderwać wzrok od czubka nosa, zeby zauwazyć, ze nie wszedzie jest tak rózowo. Są ciaże pozamaciczne, sa obumarłe płody, sa dzieci z gwałtów, sa rodziny patologiczne, które seryjnie płodzą chore i niechciane dzieci. Mozna zamknąć oczy, zapełniać przytułki i raz w roku przelać pięć dych na "siępomaga", a mozna dorosnąć, wziąść to na klatę i dać kazdemu podjąć swoja własną decyzję, nawet złą. to się nawet w katolicyżmie pojawia pod hasłem "wolna wola"...

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za ten głos. Ja uważam tak samo.

    OdpowiedzUsuń